RSS
 

Obóz wędrowny – Beskid Sądecki i Pieniny – dzień 7

26 wrz

Po śniadaniu zjechaliśmy busikiem do centrum Krościenka. Zanim przyjechał PKS mieliśmy jeszcze wystarczająco dużo czasu żeby zjeść sobie pyszne lody, zakupić pamiątki i zrobić ostatnie zakupy na całodniową podróż.

Wyjechaliśmy po godzinie 10 rano. Podróż minęła nam bardzo spokojnie. Po drodze mieliśmy jedynie krótkie przystanki w Nowym Sączu, Tarnowie, Kielcach, Radomiu i Białobrzegach oraz jeden dłuższy, półgodzinny w Busku-Zdroju, który część z nas wykorzystała na zjedzenie ciepłego posiłku w dworcowym barze.

Do Warszawy dojechaliśmy o godzinie 1845. Na Dworcu PKS Warszawa Zachodnia zakończył się nasz obóz wędrowny, który na pewno pozostanie w naszej pamięci na bardzo, bardzo długo!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Podróże

 

Obóz wędrowny – Beskid Sądecki i Pieniny – dzień 6

25 wrz

Z Bacówki pod Bereśnikiem wyszliśmy równo o 900. Zejście do Szczawnicy zajęło nam około 40 minut. Przeszliśmy obok głównych uzdrowisk w mieście i w centrum miasta zatrzymaliśmy się na zakupy. Po 10 podjechał po nas busik i pojechaliśmy nim na miejsce dzisiejszego, ostatniego już, noclegu – do pensjonatu Pod Tylką w Grywałdzie. Tam zostawiliśmy plecaki i już bez nich podjechaliśmy na zielony szlak prowadzący wzdłuż Dunajca na Sokolicę.

Mieliśmy dziś do przejścia kilkanaście kilometrów i to momentami ostro pod górkę. Dodatkowo czekało nas przejście Sokolej Perci, która również nie należy do łatwych szlaków, choć jest piękna widokowo. Bez plecaków szło nam się jednak zdecydowanie łatwiej.

Najpierw zdobyliśmy Sokolicę, na której, przy pięknej pogodzie, podziwialiśmy wspaniałe widoki na Tatry i Przełom Dunajca. Następnie przeszliśmy przez Sokolą Perć i zeszliśmy na szczyt Bańków Gronik (689 m n.p.m.), skąd rozpoczęliśmy atak na ostatni szczyt na naszej wycieczce – na szczyt Trzech Koron – najbardziej znanej góry w Pieninach, choć wcale nie najwyższej.

Wybraliśmy się na niego trudniejszym szlakiem, bo przez ruiny Zamku Pienińskiego, który jednak nadal jest zamknięty dla turystów ze względów bezpieczeństwa. Szczyt Trzech Koron (982 m n.p.m.) zdobyliśmy przed godziną 1600. Na platformie widokowej na Okrąglicy – najwyższej z turni tworzących szczyt Trzech Koron, podziwialiśmy przepiękne widoki, po czym udaliśmy się w drogę powrotną do Krościenka nad Dunajcem.

Zejście zajęło nam około 2 godzin. Po drodze podziwialiśmy piękne widoki oświetlonych zachodzącym słońcem szczytów, drzew i dolin oraz samego Krościenka.

W pensjonacie byliśmy około godziny 1730 a pół godziny później jedliśmy już pyszny domowy obiad. Wieczorem obejrzeliśmy jeszcze wspólnie film w TV i poszliśmy spać. Jutro niestety czeka nas już powrót do Warszawy.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Podróże

 

Obóz wędrowny – Beskid Sądecki i Pieniny – dzień 5

24 wrz

Spod Przehyby wyruszyliśmy około godziny 1100. Wreszcie nie padał deszcz, choć i tak utrzymywała się dość gęsta mgła. Po drodze jednak zaczęło się przejaśniać i mniej więcej w połowie drogi, gdy doszliśmy na polanę pod Dzwonkówką, na której znajdują się niewielkie zabudowania, Pomnik Partyzantów i Kaplica na Przysłopie, mogliśmy podziwiać roztaczające się stąd widoki na Beskidy i Pieniny.

Stąd zostało nam już tylko ostre ale krótkie podejście na skrzyżowanie szlaków Pod Dzwonkówką i zejście żółtym szlakiem do naszego dzisiejszego miejsca noclegu w uroczej Bacówce PTTK pod Bereśnikiem, z której roztacza się przepiękna panorama na prawie całą Szczwnicę-Zdrój oraz Tatry Bialskie, które o dziwo dzisiaj było bardzo ładnie widać, choć ich niektóre szczyty schowane były za nielicznymi chmurami. W pewnym momencie wyszło nawet słońce i przepięknie oświetliło okoliczne szczyty i całą Szczawnicę-Zdrój. Wykorzystaliśmy to oczywiście na zrobienie przepięknych zdjęć.

Ponieważ pogoda w końcu nam dopisała, to dzisiaj mieliśmy ognisko z kiełbaskami. Zaraz obok bacówki znajduje się specjalna wiata z miejscem na ognisko. Oprócz kiełbasek mieliśmy wreszcie możliwość upieczenia sobie na ogniu znalezionych po drodze rydzów. Były przepyszne! Najedzeni poszliśmy w końcu spać. Jutro schodzimy do Szczawnicy, a potem czeka nas kilkanaście kilometrów ciężkiej trasy po najpiękniejszej części Pienin. Zapowiadają piękną, słoneczną pogodę, więc widoki nareszcie powinny być wspaniałe!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Podróże

 

Obóz wędrowny – Beskid Sądecki i Pieniny – dzień 4

23 wrz

Tak jak zapowiadali, dziś od rana lało. Dla nas w sumie to nic nowego. Nawet specjalnie nikt się tym nie przejął. Wyruszyliśmy o 945. Dziś również poszliśmy krótszą trasą, ale i tak musieliśmy przejść ponad 15 km i to momentami ostro pod górę.

Najpierw jednak zeszliśmy ostro w dół, czerwonym szlakiem do Rytra, które leży nad Popradem, na wysokości 500 m n.p.m.. W Rytrze wreszcie mieliśmy możliwość zrobienia zakupów w sklepie. Po wizycie w Groszku i spakowaniu prowiantu na kolejne dni udaliśmy się w kierunku Schroniska Przehyba. Czekało nas bardzo długie i ostre podejście z dużym przewyższeniem terenu. Schronisko leży bowiem na wysokości 1175 m n.p.m. Mieliśmy więc do podejścia prawie 700 metrów!

Po drodze na szczęście przestało padać i momentami nawet coś było widać na nielicznych punktach widokowych. Widzieliśmy także po drodze dwie piękne, żółto-czarne salamandry plamiste, no i znów zbieraliśmy grzyby, tym razem prawie same rydze. Było ich mnóstwo.

Do Schroniska Przehyba doszliśmy krótko po godzinie 1700. Niestety godzinę przed dojściem do niego znów się rozpadało i doszliśmy cali przemoczeni. Ale jutro i pojutrze ma zrobić się wreszcie ładnie. Zobaczymy… Niestety podobnie jak i wczoraj nie pozwolono nam zrobić grzybów. Spróbujemy je zabrać ze sobą jeszcze jutro, bo planujemy zrobić ognisko z zakupionymi dziś w Rytrze kiełbaskami. Jutro mamy znów spokojny dzień, bo do przejścia mamy jedynie około 10 km. Możemy się zatem wyspać!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Podróże

 

Obóz wędrowny – Beskid Sądecki i Pieniny – dzień 3

22 wrz

Na dzisiaj mieliśmy zaplanowaną najdłuższą trasę na całej wycieczce. Według planu mieliśmy przejść ponad 20 km, przez Piwniczną-Zdrój do Schroniska Cyrla. Ale tak miało być przy ładnej pogodzie. Niestety rano okazało się, że znów pogoda jest brzydka, a widoczność jest prawie zerowa z powodu gęstej mgły. Wybraliśmy więc wariant krótszy, tym bardziej, że część osób była już bardzo zmęczona trudami dotychczasowej wędrówki w ekstremalnie trudnych warunkach. Zamiast 20 km mieliśmy więc do przejścia jedynie około 10 km.

Dzisiaj na szczęście nie padało bardzo mocno, więc mogliśmy iść w miarę spokojnie. Najbardziej przeszkadzały nam w marszu duże krople spadające na nas co i raz z mijanych przez nas buków, jodeł i świerków. Mieliśmy jednak dużo czasu na przejście i nie musieliśmy się zbytnio spieszyć. Wykorzystaliśmy to na… zbieranie grzybów. Jest ich tutaj mnóstwo. A najwięcej prawdziwków i rydzów. Zebraliśmy pełne 3 siatki, a wszystkie grzyby znaleźliśmy bezpośrednio przy szlaku!

Po drodze zeszliśmy jeszcze na chwilę z głównego szlaku, żeby zobaczyć Jaskinię w Pękniętej Kopie. Musieliśmy do niej dojść około 300 metrów w potężnym błocie. Niektórzy utknęli w nim po kostki i musieli się sporo natrudzić, żeby się z niego wydostać. Sama jaskinia jest zbudowana z litego piaskowca i bardzo mała – ma około 2 metrów wysokości i 13 metrów długości. Wejście do niej jest bardzo wąskie, przez co można się pobrudzić nie mając odpowiedniego ubrania. Dlatego też tylko kilka osób zdecydowało się na wejście do środka i to tylko parę metrów w jej głąb.

Do Schroniska Cyrla doszliśmy około 1630. Po drodze do niego minęliśmy jeszcze Halę Pisaną i Zadnie Góry. W schronisku rozlokowaliśmy się w pokojach i po posiłku poszliśmy w miarę szybko spać, bo jutro mamy do przejścia na pewno ponad 15 km i to bez względu czy wybierzemy trasę krótszą czy dłuższą. A zapowiadają, że znów będzie lać…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Podróże

 

Obóz wędrowny – Beskid Sądecki i Pieniny – dzień 2

21 wrz

O ile wczoraj nie padało, to dzisiaj od rana… leje. Właściwie zaczęło już lać około 3 w nocy. Niestety prognoza norweska sprawdza się co do godziny. Ma lać tak przez cały dzień… Zrezygnowaliśmy więc z części dzisiejszej wycieczki i nie idziemy do Wodospadu Wierchomla Wielka. Oszczędzamy w ten sposób 8 km drogi. Na razie siedzimy w schronisku. Ruszymy dopiero jak pojawi się jakieś sprzyjające wędrówce „okno pogodowe”, o które będzie dzisiaj jednak niezwykle trudno. Na szczęście mamy do przejścia najkrótszy odcinek na całej trasie, bo do Hali Łabowskiej będziemy stąd szli tylko około 3,5 godziny. Musimy się jednak naprawdę bardzo dobrze do tej drogi przygotować, bo łatwo w tych warunkach nam nie będzie. Nie dość że leje, to jeszcze dość mocno wieje wiatr no i na szlaku jest mnóstwo kałuż i grząskiego błota.

Już jesteśmy w Schronisku PTTK na Hali Łabowskiej. Wyszliśmy dopiero około godziny 1300. Droga minęła nam szybko. Cały czas padało, a my po przyjściu wyglądaliśmy jak zmokłe kury. Na szczęście na trasie nie wiało tak mocno jak rano. Tutejsze schronisko okazało się bardzo przytulne. Cały wieczór spędziliśmy w głównej sali, przy palącym się kominku, przy którym suszyliśmy nasze przemoczone buty i ubrania. Ponieważ nie ma tutaj prądu, to światło, zasilane agregatami, było tylko dostępne między 19 a 21. Wszystkim się to bardzo podobało, mimo tego, że nie można było sobie nawet naładować telefonów komórkowych. Dodatkową atrakcją dla mojej klasy było to, że większość mieszkała w dwóch 10-osobowych pokojach, z których jeden musiał być koedukacyjny. Nie trudno się domyśleć, że rozmowy trwały do późnych godzin wieczornych.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Podróże