RSS
 

Na szlaku Orlich Gniazd – Zielona Szkoła – dzień 5

07 kwi

Ostatniego dnia naszej wycieczki pogoda nie sprzyjała nam od samego rana. Jeszcze wczoraj przed północą pokazywałem swojej klasie na rozgwieżdżonym niebie najważniejsze gwiazdozbiory na niebie a dzisiaj, gdy się przebudziłem padał… śnieg.

Ośrodek opuściliśmy o 10.30. Śnieg zamienił się w mżawkę i nie zanosiło się na poprawę pogody. Na szczęście pod samą „Dąbrówkę”, czyli pierwszy punkt widokowy na Pustynię Błędowską, znajdujący się koło miejscowości Chechło, można było podjechać autokarem. Widok na pustynię był bardzo ładny, choć mgła nie pozwalała w pełni cieszyć się jego urokami.

Do drugiego punktu widokowego – „Czubatka”, znajdującego się w miejscowości Klucze, musieliśmy dojść około 600 metrów. Przy padającym ciągle deszczu nie był to najprzyjemniejszy spacer, dodatkowo z tarasu widokowego niewiele było widać, gdyż mgła skutecznie ograniczała widoczność.

Ostatnim punktem do odwiedzenia podczas Zielonej Szkoły były ruiny zamku w Rabsztynie. Zobaczyliśmy je jedynie z zewnątrz, gdyż wejście na zamek możliwe jest dopiero od połowy kwietnia.

Po powrocie do autokaru  zaczęło się gorączkowe wyczekiwanie przez dzieci na dojazd do Częstochowy, w której to zaplanowaliśmy postój w McDonaldzie. Po ponad godzinnej wizycie w restauracji ruszyliśmy wreszcie do Warszawy. Na miejscu byliśmy o 18.30. Tak oto Zielona Szkoła dobiegła końca!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Podróże

 

Na szlaku Orlich Gniazd – Zielona Szkoła – dzień 4

06 kwi

Kwiecień plecień poprzeplata, trochę zimy trochę lata. I tak właśnie wyglądał nasz dzisiejszy dzień. Po śniadaniu pojechaliśmy zwiedzać zamek w Bobolicach, przepięknie odbudowany z ruin na początku w XXI wieku. Byliśmy podzieleni na 4 grupy. Po zwiedzaniu każda z grup miała przejść czerwonym szlakiem pośród wzgórz i wapiennych skałek do oddalonego o niespełna 2 kilometry sąsiedniego zamku w Mirowie. Ponieważ co chwilę zmieniała się pogoda, raz świeciło słońce i było błękitne niebo by za kilka minut naszły ciemne chmury i zaczął padać grad i śnieg, to każda z grup niejako losowała dla siebie pogodę. Nasza grupa miała bardzo dużo szczęścia, bo cały 20 minutowy spacer pomiędzy zamkami uprzyjemniało nam świecące na błękitnym niebie słoneczko. Zamek w Mirowie jest obecnie rekonstruowany i za kilka lat zapewne znów, podobnie jak obecnie zamek w Bobolicach, będzie mógł szczyć się swoim dawnym pięknem. Do tego czasu jednak wejście na niego jest zabronione i mogliśmy oglądać go jedynie z bezpiecznej odległości. Gdy doszliśmy do autokaru, rozpoczęła się kolejna nawałnica gradowo-śniegowa, ale my już wtedy siedzieliśmy bezpieczni w autokarze i wracaliśmy do ośrodka.

Po obiedzie pojechaliśmy zobaczyć kolejne atrakcje Jury. Najpierw podjechaliśmy pod skałę Okiennik Wielki. Akurat gdy do niej podjeżdżaliśmy zaczęła się jedna z niekończących się dziś krótkich ulew deszczowo-śniegowo-gradowych. Przeczekaliśmy ją siedząc w autokarach i po kilku minutach znów wyszło słońce. Powędrowaliśmy więc zdobyć skałę. Nie było to wcale łatwe, bo droga i skały po deszczy były bardzo śliskie, a na samym szczycie znajduje się niebezpieczna przepaść. Na szczęście obyło się bez ofiar, choć kilka osób na pewno będzie musiało dokładnie uprać sobie ubrania po powrocie do Warszawy.

Drugą popołudniową atrakcją dzisiejszego dnia była wizyta na kolejnym już podczas tej wycieczki zamku. Tym razem były to ruiny zamku w Ogrodzieńcu, a właściwie w Podzamczu. Podczas całego zwiedzania mieliśmy piękną słoneczną pogodę. Ruiny, w świetle słońca i na tle nadciągających kolejnych ciemnych chmur prezentowały się przepięknie. Ulewa dorwała nas dopiero gdy dochodziliśmy już do autokarów, więc nie zmokliśmy za bardzo.

Zamiast kolacji było dzisiaj ognisko z kiełbaskami i kolacja pod wiatą przy ognisku. Ze względu na to, że zrobiło się bardzo zimno, ognisko nie trwało zbyt długo. Szybko upiekliśmy kiełbaski, zjedliśmy przygotowaną kolację i poszliśmy bawić się na dyskotekę. Dzisiaj już ostatnia noc Zielonej Szkoły. Oby minęła spokojnie…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Podróże

 

Na szlaku Orlich Gniazd – Zielona Szkoła – dzień 3

05 kwi

Dzisiaj był najbardziej męczący, ale chyba najfajniejszy dzień na Zielonej Szkole. Po śniadaniu wyjechaliśmy do Krakowa. Po półtoragodzinnej jeździe dotarliśmy wreszcie pod Smoczą Jamę, skąd wspięliśmy się na Wzgórze Wawelskie, by podziwiać Zamek Królewski i jego otoczenie, skąpane w kwietniowym słońcu.

Później Drogą Królewską, idąc ulicą Kanoniczną i Grodzką, koło kościoła pw. Św. Piotra i św. Pawła dotarliśmy na Rynek Starego Miasta. Tam przybliżyliśmy sobie historię najważniejszych zabytków na rynku, czyli Sukiennic, Kościoła Mariackiego, Kościoła Św. Wojciecha, Wieży Ratuszowej i pomnika Adama Mickiewicza. Gdy skończyliśmy zbliżało się południe, tak więc mogliśmy wysłuchać sobie hejnału granego z Wieży Kościoła Mariackiego. Do zobaczenia została nam jeszcze ulica Floriańska zakończona Bramą Floriańską, za którą znajduje się Barbakan.

Później nastąpił dla uczniów upragniony czas wolny na Rynku. Nauczyciele w tym czasie poszli sobie zjeść przepyszne lody u Wentzla. W Krakowie można oczywiście być kilka dni, co i tak nie wystarczy na zwiedzenie wszystkich jego atrakcji. My jednak musieliśmy zadowolić się tylko krótkim Zwiedzaniem, bo o 15 musieliśmy stawić się przed wejściem do Kopalni Soli w Bochni. Ponieważ będąc w tych okolicach ostatnio zwiedzaliśmy Wieliczkę, tym razem zdecydowałem się na Bochnię. Byłem tam dzisiaj pierwszy raz i nie żałuję. Być może sale nie są tak okazałe jak w Wieliczce, ale cały program i sposób jego przedstawienia, jest o wiele ciekawszy dla zwiedzających. Mimo tego, że zwiedzanie jest dłuższe niż w Wieliczce, bo trwa równo 3 godziny, to ani przez moment nie odczuwa się tego i po wyjściu na powierzchnię ze zdumieniem stwierdza się, że rzeczywiście minęły już 3 godziny.

Po wyjściu z kopalni niebo było zachmurzone i zanosiło się na burzę. I rzeczywiście, gdy przejeżdżaliśmy koło Krakowa autostradą wokół nas zaczęło się błyskać aż po kilkunastu minutach wjechaliśmy w środek burzy. Skończyła się ona dopiero, gdy zbliżaliśmy się do naszego ośrodka w Podlesicach. Po przyjeździe zjedliśmy obiad (a w zasadzie już kolację) i zmęczeni (chyba) udaliśmy się do swoich pokojów.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Podróże

 

Na szlaku Orlich Gniazd – Zielona Szkoła – dzień 2

04 kwi

Po śniadaniu pojechaliśmy w kierunku Ojcowskiego Parku Narodowego. Na parkingu pod zamkiem w Pieskowej Skale czekali już na nas przewodnicy, którzy oprowadzili nas po bogato wyposażonych wnętrzach jednego z najpiękniejszych polskich zamków. Zwiedzanie trwało ponad półtorej godziny, ale mogłoby trwać dużo dłużej, gdyby przewodnik miał opowiedzieć nam o wszystkich zamkowych eksponatach.

Po zwiedzeniu zamku udaliśmy się pod najsłynniejszy chyba ostaniec skalny w Polsce, jakim jest oczywiście słynna Maczuga Herkulesa. Po zrobieniu zdjęć wróciliśmy do autokarów i pojechaliśmy dalej Doliną Prądnika w kierunku Ojcowa, mijając po drodze liczne wapienne ostańce i kościółek zbudowany nad rzeką. W Ojcowie wysiedliśmy na parkingu pod ojcowskim zamkiem i poszliśmy na godzinny spacer w kierunku Bramy Krakowskiej i Źródełka Miłości. Po drodze weszliśmy na punkt widokowy na skałce Jonaszówka, mijaliśmy też liczne wapienne ostańce (między innymi Igłę Deotymy i Rękawicę), hodowlę pstrąga potokowego i malutką grotę skalną. Przy Bramie Krakowskiej i Źródełku Miłości zatrzymaliśmy się na dłuższą chwilę, po czym wróciliśmy do autokarów, pożegnaliśmy przewodników i pojechaliśmy zwiedzać kolejną atrakcję dzisiejszego dnia.

Tą atrakcją była wizyta w Jaskini Nietoperzowej. Znajdująca się niedaleko Ojcowa i Parku jaskinia nie należy może do najpiękniejszych, ale z racji tego, że sezon turystyczny jeszcze na dobre się nie rozpoczął i słynna Grota Łokietka w Ojcowskim Parku Narodowym jest jeszcze nieczynna, to postanowiliśmy wybrać do zwiedzania właśnie tę jaskinię. Zarządzana ona jest przez prywatnych właścicieli, dzięki czemu otwarta jest już od początku kwietnia. Jaskinia usytuowana jest w grupie skał górnej części Doliny Będkowskiej. Położona 447 m n.p.m. ma 306 metrów długości. Jest jedną z największych jaskiń Jury Krakowskiej.

Po powrocie do ośrodka zjedliśmy obiadokolację, a po niej osoby chętne poszły do znajdującego się niedaleko we wsi sklepu spożywczego na zakupy.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Podróże

 

Na szlaku Orlich Gniazd – Zielona Szkoła – dzień 1

03 kwi

Myślami jestem jeszcze w Nowej Zelandii, ale fizycznie już na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej, na Zielonej Szkole z moim gimnazjum. I wcale nie jest tu brzydziej niż na odległej Oceanii. Jura jest naprawdę równie piękna jak bajeczne krajobrazy Nowej Zelandii. Trzeba tylko umieć i chcieć to dostrzec i być dumnym z tego, że Polska też jest piękna!

Ale teraz pojechałem patriotycznie…

W każdym razie w poniedziałek skoro świt ruszyliśmy spod szkoły na 5-dniową wycieczkę. Pierwszym miejscem, które odwiedziliśmy był Klasztor na Jasnej Górze w Częstochowie. Dojechaliśmy tam krótko przed południem, trafiliśmy więc na moment, kiedy obraz Matki Boskiej Częstochowskiej był odsłonięty. Niestety trwała akurat msza święta i nie wszyscy zdążyli go zobaczyć. Potem weszliśmy jeszcze na wały klasztorne i wróciliśmy na parking do autokarów.

Po wizycie na Jasnej Górze pojechaliśmy kilkanaście kilometrów dalej, do Olsztyna koło Częstochowy, aby zwiedzić pierwszy zamek na Szlaku Orlich Gniazd. Ruiny zamku w Olsztynie i okoliczne wapienne ostańce pięknie prezentowały się skąpane w promieniach słońca, na tle burzowych chmur, które goniły nas od jakiegoś czasu, ale na szczęście nas nie dogoniły.

Do Zajazdu Jurajskiego w Podlesicach dojechaliśmy na obiad, na godzinę 15. Po zjedzeniu obiadu i rozpakowaniu się w pokojach poszliśmy jeszcze cała naszą klasą, na znajdującą się naprzeciwko naszego zajazdu Górę Zborów, na szczycie której znajdują się liczne skupiska malowniczych skałek wapiennych, po których wszyscy zaczęliśmy się wspinać. Po około półgodzinnej zabawie na skałkach zeszliśmy w dół do ośrodka, tym razem inną drogą (niektórzy jednak się pogubili i wracali poprzednią drogą).

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Podróże

 

Nowa Zelandia – dzień 19

01 kwi

Lot z Monachium minął spokojnie. Samochodem do Polski wracałem z E.. Zawiozłem ją do Wrocławia, a stamtąd wziąłem z BlaBlaCara sympatyczne starsze małżeństwo, z którym nie nudziło mi się w drodze powrotnej do Warszawy. Przez całą drogę z Monachium do Warszawy mieliśmy piękną, słoneczną i bezchmurną pogodę, a temperatura, jak na 1 kwietnia była dosyć abstrakcyjna, bo momentami wynosiła +250C – i to wcale nie jest prima aprilis!

W domu byłem punktualnie o 20.00. A w poniedziałek kolejny wyjazd. Tym razem ze szkołą na Zieloną Szkołę, do Jury Krakowsko-Częstochowskiej!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Podróże