RSS
 

Gra Miejska 1a

12 maj

Rzadko piszę tutaj o swojej pracy. Dzisiaj jest taki dzień, kiedy mogę o niej napisać co nieco. A to dlatego, że dzisiaj moja klasa brała udział w Grze Miejskiej organizowanej dla warszawskich szkół przez władze Miasta Stołecznego Warszawa. Gra odbywała się na terenie Starego Miasta, Nowego Miasta i Mariensztatu. W grze, oprócz mojej klasy, brała też udział klasa 1b.

Dzisiaj dopisała nam również pogoda. Wiosna w tym roku nas nie rozpieszcza, ale tym razem od rana świeciło piękne słońce i choć z rana wiał jeszcze nieprzyjemny, chłodny wiaterek, to wraz z upływem czasu robiło się coraz cieplej, a na koniec zabawy zrobiło się nawet na tyle gorąco, że musiałem uciekać do cienia.

Wracając do gry… Jej tematyka związana była z językiem polskim. Klasy zostały podzielone na kilkuosobowe grupy. Każda grupa otrzymała mapę z zaznaczonymi na niej punktami, do których trzeba było samodzielnie dotrzeć i wykonać zadania określone przez osobę znajdującą się na punkcie. My (czyli wychowawcy) w tym czasie mieliśmy możliwość pospacerowania sobie po całym Starym Mieście i kupienia sobie pysznych bułek z pieczarkami i lodów. Uczniowie natomiast wykonywali sumiennie swoje zadania meldując się na wyznaczonych przez organizatorów punktach. Cała zabawa zaplanowana była na dwie godziny. Po upływie tego czasu wszystkie grupy spotkały się na Rynku Mariensztackim, gdzie musiały jeszcze wykonać zadanie finałowe.

Moja klasa zjawiła się na Rynku w komplecie i o czasie, natomiast 2 grupy z klasy 1b nieco się spóźniły. Moja klasa wykorzystała ten dodatkowy czas perfekcyjnie. Na rynku znajduję się wszakże fontanna. A skoro była fontanna, było ciepło i świeciło słońce to… fontanna + słońce + ciepło = świetna zabawa. Dla niektórych ta świetna zabawa zakończyła się przemoczonymi do suchej nitki ubraniami… Mam nadzieję, że nikt nie będzie po tym dniu chory, gdyż później trzeba było jeszcze w tych mokrych ciuchach wracać przez pół Warszawy do szkoły… W każdym razie gdy na metę dotarły już wszystkie grupy organizatorzy przeprowadzili zadanie finałowe, po czym obliczyli i ogłosili wyniki oraz rozdali wszystkim uczestnikom nagrody. Tak się jakoś złożyło, że wszystkie grupy z naszej klasy zajęły miejsca na podium, bo dwie z nich zajęły ex-aequo 3 miejsce, jedna wygrała, a jedna była na drugim miejscu!

Po zakończeniu gry wróciliśmy do szkoły przechodząc jeszcze raz przez Plac Zamkowy, na którym kilka osób zakupiło sobie balony z helem. Później przeszliśmy przez usytuowany wzdłuż murów Starówki Jarmark Zygmuntowski, na którym kilka osób zakupiło sobie owoce w polewie czekoladowej i zimne napoje. Na koniec przeszliśmy jeszcze przez Rynek na Starym Mieście, Barbakan, po czym ulicą Długą udaliśmy się pod Pomnik Powstania Warszawskiego i budynek Sądu Najwyższego, gdzie wsiedliśmy do autobusu, który zawiózł nas pod szkołę. Tak oto minął nam dzisiejszy dzień!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zimna majówka Babantowa

04 maj

W tym roku majówka, po roku przerwy, znów upłynęła pod znakiem Babantu. Ale tym razem byłem nad Babantem sam (to znaczy nie do końca sam, ale o tym potem). Dz. i B. nie przyjechali, bo wystraszyli się zapowiadanego zimna, a poza tym J. rozchorował się tuż przed majówką.

Ponieważ wiosna w tym roku nie rozpieszcza i właściwie cały kwiecień, z małymi wyjątkami, było zimno, to również na majówkę nie spodziewaliśmy się zbytnio optymistycznych prognoz. Tak też było. W tym roku przypadło 5 wolnych dni – od soboty do środy. Do ostatniego dnia zastanawialiśmy się, czy warto jechać, gdyż prognozy, jak już wspomniałem, nie były zbyt optymistyczne. Z decyzją zwlekaliśmy do samego końca, chociaż w moim przypadku musiała ona zostać podjęta nieco wcześniej. Dlaczego? Bo zapoznałem się tydzień wcześniej z dziewczyną z Mińska Mazowieckiego i zaproponowałem jej wspólny wyjazd nad Babant, na który się zgodziła. W związku z tym już w czwartkowe popołudnie zdecydowaliśmy, że pojedziemy, ale dopiero w niedzielę, bo w piątek i sobotę miał padać deszcz a od niedzieli miało już być słonecznie, choć noce miały być zimne.

Ruszyliśmy więc w niedzielę i rzeczywiście, gdy dojechaliśmy na pole namiotowe przywitało nas słońce. Przed samym wjazdem na pole, zarówno od strony Rańska, jak i od strony Rybna wycięli całą polanę drzew. Zrobiło się niestety łyso i dziwnie. Obawiałem się tego widoku jadąc tam, ale na szczęście nie jest tak strasznie jak myślałem. Z naszego miejsca nie widać tak bardzo wycinki, ale ci, którzy rozbijają się w innej części pola mają już niestety zdecydowanie gorzej.

W niedzielę i poniedziałek wiał dosyć zimny i nieprzyjemny wschodni wiatr. Ale skoro wschodni, to znaczy, że wiał od strony lasu, więc prawie wcale go nie odczuwaliśmy i mogliśmy wygrzewać się w słoneczku siedząc na pomoście. W niedzielę przyjechali na chwilę na pole K. i D. ze znajomymi oraz M. i R. z tatą, mieliśmy więc przez chwilę towarzystwo. Wieczorem i na noc zostaliśmy jednak tylko we czwórkę: ja, A. i jej córka A oraz oczywiście Łezka, która cały dzień latała za piłką.

Noc okazała się wyjątkowo zimna. Jak później powiedział nam miejscowy rybak, który przyjechał na pole we wtorek, były -30C. Wszyscy, łącznie z Łezką, mocno zmarzliśmy. Śpimy przecież w moim wielkim namiocie, bo przyczepy nie opłacało się ściągać. Ale za to w poniedziałek przez cały dzień było bezchmurne niebo i  znów mogliśmy wygrzać się na słoneczku. Przyjechali też na kilka godzin K., T. i K. Wybraliśmy się tego dnia na kamyczki. Oczywiście Łezka musiała się wykąpać.

Noc z poniedziałku na wtorek też była zimna. We wtorek nie było już tak ładnie, niebo było zachmurzone, spoza chmur rzadko wychodziło słońce, ale deszcz na szczęście nie padał. Tego dnia na pole przyjechał W. z synem. A my poszliśmy sobie na spacer przez łąkę nad Mały Babant, potem na mostek nad Babantem na drodze do Rybna. Wracaliśmy przez domki w Babiętach, gdzie odwiedziliśmy mostek nad Babantem na drodze do Kozłowa. Na pole wracaliśmy przez Windows i Ciemną Ścieżkę, która po wycięciu na niej drzew już nie jest wcale ciemna.

Wieczorami oczywiście paliliśmy ognisko. Można nawet powiedzieć, że ognisko, z małymi przerwami, paliło się przez cały czas naszego pobytu, także za dnia. Na ognisku odgrzewaliśmy sobie przygotowane przez A. pyszne udka i schabowe oraz piekliśmy kiełbaski.

Środa przywitała nas całkowicie zachmurzonym niebem. Ranek upłynął nam na pakowaniu się. Jak tylko spakowaliśmy do samochodu ostatnie rzeczy zaczął siąpić deszczyk. Mieliśmy szczęście, że spakowaliśmy się całkowicie na sucho. Około 14 ruszyliśmy w drogę powrotną, ale przez Mrągowo. Pojechaliśmy na pizzę do Chaty Mazurskiej. Po jej zjedzeniu poszliśmy na chwilę nad Jezioro Czos, nad którym odbywał się pokaz młodzieżowej grupy teatralnej związany ze świętem Konstytucji 3 V 1791 roku. Po jego obejrzeniu poszliśmy na krótki spacer po mieście zakończony kupnem pysznych lodów w lodziarni Igloo.

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilkę w Grabowie, żeby zrobić zdjęcia ładnym rzeźbom, które znajdują się w tej miejscowości. Dalsza podróż odbyła się już bez postojów. W Mińsku Mazowieckim byliśmy po godzinie 21, a ja dojechałem do domu około 23.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii, Podróże

 

Na szlaku Orlich Gniazd – Zielona Szkoła – dzień 5

07 kwi

Ostatniego dnia naszej wycieczki pogoda nie sprzyjała nam od samego rana. Jeszcze wczoraj przed północą pokazywałem swojej klasie na rozgwieżdżonym niebie najważniejsze gwiazdozbiory na niebie a dzisiaj, gdy się przebudziłem, padał… śnieg. Ośrodek opuściliśmy o 10.30. Śnieg zamienił się w mżawkę i nie zanosiło się na poprawę pogody. Na szczęście pod samą „Dąbrówkę”, czyli pierwszy punkt widokowy na Pustynię Błędowską, znajdujący się koło miejscowości Chechło, można było podjechać autokarem. Widok na pustynię był bardzo ładny, choć mgła nie pozwalała w pełni cieszyć się jego urokami.

Do drugiego punktu widokowego – „Czubatka”, znajdującego się w miejscowości Klucze, musieliśmy dojść około 600 metrów. Przy padającym ciągle deszczu nie był to najprzyjemniejszy spacer, dodatkowo z tarasu widokowego niewiele było widać, gdyż mgła skutecznie ograniczała widoczność.

Ostatnim punktem do odwiedzenia podczas Zielonej Szkoły były ruiny zamku w Rabsztynie. Zobaczyliśmy je jedynie z zewnątrz, gdyż wejście na zamek możliwe jest dopiero od połowy kwietnia.

Po powrocie do autokaru  zaczęło się gorączkowe wyczekiwanie przez dzieci na dojazd do Częstochowy, w której to zaplanowaliśmy postój w McDonaldzie. Po ponad godzinnej wizycie w restauracji ruszyliśmy wreszcie do Warszawy. Na miejscu byliśmy o 18.30. Tak oto Zielona Szkoła dobiegła końca!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Podróże

 

Na szlaku Orlich Gniazd – Zielona Szkoła – dzień 4

06 kwi

Kwiecień plecień poprzeplata, trochę zimy trochę lata. I tak właśnie wyglądał nasz dzisiejszy dzień. Po śniadaniu pojechaliśmy zwiedzać zamek w Bobolicach, przepięknie odbudowany z ruin na początku w XXI wieku. Byliśmy podzieleni na 4 grupy. Po zwiedzaniu każda z grup miała przejść czerwonym szlakiem pośród wzgórz i wapiennych skałek do oddalonego o niespełna 2 kilometry sąsiedniego zamku w Mirowie. Ponieważ co chwilę zmieniała się pogoda, raz świeciło słońce i było błękitne niebo by za kilka minut naszły ciemne chmury i zaczął padać grad i śnieg, to każda z grup niejako losowała dla siebie pogodę. Nasza grupa miała bardzo dużo szczęścia, bo cały 20 minutowy spacer pomiędzy zamkami uprzyjemniało nam świecące na błękitnym niebie słoneczko. Zamek w Mirowie jest obecnie rekonstruowany i za kilka lat zapewne znów, podobnie jak obecnie zamek w Bobolicach, będzie mógł szczyć się swoim dawnym pięknem. Do tego czasu jednak wejście na niego jest zabronione i mogliśmy oglądać go jedynie z bezpiecznej odległości. Gdy doszliśmy do autokaru, rozpoczęła się kolejna nawałnica gradowo-śniegowa, ale my już wtedy siedzieliśmy bezpieczni w autokarze i wracaliśmy do ośrodka.

Po obiedzie pojechaliśmy zobaczyć kolejne atrakcje Jury. Najpierw podjechaliśmy pod skałę Okiennik Wielki. Akurat gdy do niej podjeżdżaliśmy zaczęła się jedna z niekończących się dziś krótkich ulew deszczowo-śniegowo-gradowych. Przeczekaliśmy ją siedząc w autokarach i po kilku minutach znów wyszło słońce. Powędrowaliśmy więc zdobyć skałę. Nie było to wcale łatwe, bo droga i skały po deszczy były bardzo śliskie, a na samym szczycie znajduje się niebezpieczna przepaść. Na szczęście obyło się bez ofiar, choć kilka osób na pewno będzie musiało dokładnie uprać sobie ubrania po powrocie do Warszawy.

Drugą popołudniową atrakcją dzisiejszego dnia była wizyta na kolejnym już podczas tej wycieczki zamku. Tym razem były to ruiny zamku w Ogrodzieńcu, a właściwie w Podzamczu. Podczas całego zwiedzania mieliśmy piękną słoneczną pogodę. Ruiny, w świetle słońca i na tle nadciągających kolejnych ciemnych chmur prezentowały się przepięknie. Ulewa dorwała nas dopiero gdy dochodziliśmy już do autokarów, więc nie zmokliśmy za bardzo.

Zamiast kolacji było dzisiaj ognisko z kiełbaskami i kolacja pod wiatą przy ognisku. Ze względu na to, że zrobiło się bardzo zimno, ognisko nie trwało zbyt długo. Szybko upiekliśmy kiełbaski, zjedliśmy przygotowaną kolację i poszliśmy bawić się na dyskotekę. Dzisiaj już ostatnia noc Zielonej Szkoły. Oby minęła spokojnie…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Podróże

 

Na szlaku Orlich Gniazd – Zielona Szkoła – dzień 3

05 kwi

Dzisiaj był najbardziej męczący, ale chyba najfajniejszy dzień na Zielonej Szkole. Po śniadaniu wyjechaliśmy do Krakowa. Po półtoragodzinnej jeździe dotarliśmy wreszcie pod Smoczą Jamę, skąd wspięliśmy się na Wzgórze Wawelskie, by podziwiać Zamek Królewski i jego otoczenie, skąpane w kwietniowym słońcu.

Później Drogą Królewską, idąc ulicą Kanoniczną i Grodzką, koło kościoła pw. Św. Piotra i św. Pawła dotarliśmy na Rynek Starego Miasta. Tam przybliżyliśmy sobie historię najważniejszych zabytków na rynku, czyli Sukiennic, Kościoła Mariackiego, Kościoła Św. Wojciecha, Wieży Ratuszowej i pomnika Adama Mickiewicza. Gdy skończyliśmy zbliżało się południe, tak więc mogliśmy wysłuchać sobie hejnału granego z Wieży Kościoła Mariackiego. Do zobaczenia została nam jeszcze ulica Floriańska zakończona Bramą Floriańską, za którą znajduje się Barbakan.

Później nastąpił dla uczniów upragniony czas wolny na Rynku. Nauczyciele w tym czasie poszli sobie zjeść przepyszne lody u Wentzla. W Krakowie można oczywiście być kilka dni, co i tak nie wystarczy na zwiedzenie wszystkich jego atrakcji. My jednak musieliśmy zadowolić się tylko krótkim Zwiedzaniem, bo o 15 musieliśmy stawić się przed wejściem do Kopalni Soli w Bochni. Ponieważ będąc w tych okolicach ostatnio zwiedzaliśmy Wieliczkę, tym razem zdecydowałem się na Bochnię. Byłem tam dzisiaj pierwszy raz i nie żałuję. Być może sale nie są tak okazałe jak w Wieliczce, ale cały program i sposób jego przedstawienia, jest o wiele ciekawszy dla zwiedzających. Mimo tego, że zwiedzanie jest dłuższe niż w Wieliczce, bo trwa równo 3 godziny, to ani przez moment nie odczuwa się tego i po wyjściu na powierzchnię ze zdumieniem stwierdza się, że rzeczywiście minęły już 3 godziny.

Po wyjściu z kopalni niebo było zachmurzone i zanosiło się na burzę. I rzeczywiście, gdy przejeżdżaliśmy koło Krakowa autostradą wokół nas zaczęło się błyskać aż po kilkunastu minutach wjechaliśmy w środek burzy. Skończyła się ona dopiero, gdy zbliżaliśmy się do naszego ośrodka w Podlesicach. Po przyjeździe zjedliśmy obiad (a w zasadzie już kolację) i zmęczeni (chyba) udaliśmy się do swoich pokojów.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Podróże

 

Na szlaku Orlich Gniazd – Zielona Szkoła – dzień 2

04 kwi

Po śniadaniu pojechaliśmy w kierunku Ojcowskiego Parku Narodowego. Na parkingu pod zamkiem w Pieskowej Skale czekali już na nas przewodnicy, którzy oprowadzili nas po bogato wyposażonych wnętrzach jednego z najpiękniejszych polskich zamków. Zwiedzanie trwało ponad półtorej godziny, ale mogłoby trwać dużo dłużej, gdyby przewodnik miał opowiedzieć nam o wszystkich zamkowych eksponatach.

Po zwiedzeniu zamku udaliśmy się pod najsłynniejszy chyba ostaniec skalny w Polsce, jakim jest oczywiście słynna Maczuga Herkulesa. Po zrobieniu zdjęć wróciliśmy do autokarów i pojechaliśmy dalej Doliną Prądnika w kierunku Ojcowa, mijając po drodze liczne wapienne ostańce i kościółek zbudowany nad rzeką. W Ojcowie wysiedliśmy na parkingu pod ojcowskim zamkiem i poszliśmy na godzinny spacer w kierunku Bramy Krakowskiej i Źródełka Miłości. Po drodze weszliśmy na punkt widokowy na skałce Jonaszówka, mijaliśmy też liczne wapienne ostańce (między innymi Igłę Deotymy i Rękawicę), hodowlę pstrąga potokowego i malutką grotę skalną. Przy Bramie Krakowskiej i Źródełku Miłości zatrzymaliśmy się na dłuższą chwilę, po czym wróciliśmy do autokarów, pożegnaliśmy przewodników i pojechaliśmy zwiedzać kolejną atrakcję dzisiejszego dnia.

Tą atrakcją była Jaskinia Nietoperzowea. Znajdująca się niedaleko Ojcowa i Parku jaskinia nie należy może do najpiękniejszych, ale z racji tego, że sezon turystyczny jeszcze na dobre się nie rozpoczął i słynna Grota Łokietka w Ojcowskim Parku Narodowym jest jeszcze nieczynna, to postanowiliśmy wybrać do zwiedzania właśnie tę jaskinię. Zarządzana ona jest przez prywatnych właścicieli, dzięki czemu otwarta jest już od początku kwietnia. Jaskinia usytuowana jest w grupie skał górnej części Doliny Będkowskiej. Położona 447 m n.p.m. ma 306 metrów długości. Jest jedną z największych jaskiń Jury Krakowskiej.

Po powrocie do ośrodka zjedliśmy obiadokolację, a po niej osoby chętne poszły do znajdującego się niedaleko we wsi sklepu spożywczego na zakupy.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Podróże