RSS
 

Obóz integracyjny – Gawrych Ruda – dzień 3

16 wrz

 

Ostatni dzień pobytu minął nam w większości na drodze powrotnej do Warszawy. Mieliśmy jednak zaplanowaną też na ten dzień jedną atrakcję. Po wczesnym śniadaniu wybraliśmy się do byłego klasztoru Kamedułów malowniczo położonego na wzgórzu nad jeziorem Wigry. 

Klasztor został ufundowany w 1667 roku przez Jana II Kazimierza Wazę z obowiązkiem codziennej modlitwy o oddalenie od kraju wszystkich nieszczęść. W 1805 klasztor skasowano, a zakonnicy przenieśli się na podwarszawskie Bielany. W klasztorze w latach 1975–2010 mieścił się Dom Pracy Twórczej Ministerstwa Kultury i Sztuki. Obecnie obiekt ponownie wrócił we władanie kościoła. W dawnych eremach znajdują się pokoje gościnne i apartamenty, które można odpłatnie wynajmować. Na terenie klasztoru można zwiedzić Apartamenty i Kaplicę Papieską, Krypty w Kościele, Wieżę Zegarową, wystawy oraz czytelnię Jana Pawła II, ufundowaną po jego noclegu na terenie Klasztoru w 1999 r. Późnobarokowy kościół z bogatym wystrojem wnętrza jest ciągle użytkowany i cieszy się popularnością wśród nowożeńców. Odbywają się w nim również koncerty chorału gregoriańskiego.

Po wizycie w Klasztorze udaliśmy się w drogę powrotną. Po drodze zatrzymaliśmy się na posiłek, tradycyjnie już w McDonaldzie. Tym razem postój wypadł w Ostrołęce. Do Warszawy przyjechaliśmy około godziny 17.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Podróże

 

Obóz integracyjny – Gawrych Ruda – dzień 2

15 wrz

Drugi dzień obozu integracyjnego był najbardziej intensywny pod względem zaplanowanych zajęć. Zaraz po śniadaniu udaliśmy się do pobliskiego Płociczna, skąd wyruszyliśmy w podróż Wigierską Kolejką Wąskotorową. Po drodze zatrzymywaliśmy się na punktach widokowych rozlokowanych w najpiękniejszych miejscach na trasie kolejki, zlokalizowanych przede wszystkim nad brzegami Jeziora Wigry. Po dotarciu do końca podróży mieliśmy półgodzinny przystanek, podczas którego odpoczywaliśmy w gospodzie popijając kawę i oglądając hodowane w pobliskiej zagrodzie czarne owce.

Po obiedzie czekały na młodzież kolejne atrakcje. Podzieliliśmy wszystkich na kilka grup, tak, aby chętni mogli skorzystać z wszystkich zaplanowanych atrakcji. I tak, gdy pierwsza grupa wybrała się na wycieczkę rowerową, pozostałe mogły wyruszyć kajakami na podbój jeziora, albo wybrać kąpiel w jeziorze. Była też niewielka grupka osób, które skorzystały z możliwości popływania na rowerku wodnym. Oczywiście po powrocie grupy rowerowej nastąpiła zamiana grup. Pogoda cały czas nam dopisywała. Bezchmurne niebo i bardzo ciepła, jak na wrzesień, woda w jeziorze, pozwoliły nam korzystać z uroków Suwalszczyzny do późnych godzin popołudniowych.

A zamiast kolacji wszyscy spotkaliśmy się dziś na przygotowanym przez obsługę ośrodka „Zatoka Uklei” ognisku. Były oczywiście pieczone kiełbaski, a Ci, którzy nie mieli na nie ochoty mieli przygotowaną również „normalną” kolację. Przy ognisku znalazły się osoby umilające wieczór grą na gitarach. Ognisko skończyło się przed północą, a wracającą do pokojów młodzież odprowadzały głośne odgłosy ryczących na rykowisku jeleni.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Podróże

 

Obóz integracyjny – Gawrych Ruda – dzień 1

14 wrz

 

Dziś, wraz z wszystkimi klasami pierwszymi z naszego gimnazjum, pojechałem do Gawrych Rudy, nad Jezioro Wigry. W tym roku, po kilku latach przerwy, znów jestem wychowawcą. Dostałem klasę 1a. Jest w niej 16 chłopców i 12 dziewczyn. Po pierwszych dniach nauki mogę napisać, że to chyba będzie bardzo fajna klasa!

W Gawrych Rudzie byliśmy już niedawno z trzecimi klasami, ale to było na wiosnę 2015 roku. Tym razem pojechaliśmy na początku roku szkolnego i zostaniemy tu 3 dni, do piątku. Pogoda zapowiada się wyśmienicie, bo od kilku dni niebo nad cała Polską jest błękitne za sprawą rozległego wyżu znad Rosji.

Po przyjeździe zjedliśmy obiad, rozlokowaliśmy klasy w pokojach i poszliśmy się kąpać nad jezioro. Woda była znakomita, a chętnych do zabawy w wodzie też sporo. Po kolacji był czas na gry i zabawy integracyjne. Pierwszy dzień był krótki, ale za to bardzo intensywny.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Podróże

 

Babant sierpniowy

31 sie

Prawie cały sierpień spędziłem nad Babantem. Wracałem do Warszawy tylko dwa razy. Raz, gdy miałem wizytę u dentysty i drugi raz, żeby pomóc T. w pracy oraz w przeprowadzce…

Pogoda w tym roku nas nie rozpieszczała. Choć było ciepło, to bardzo często padał deszcz. Na palcach jednej ręki można policzyć dni, kiedy przez cały dzień można było się wylegiwać w słońcu na pomoście.

Przez cały sierpień przewinęli się prawie wszyscy nasi znajomi. Oczywiście M. i J. oraz H. byli, podobnie jak ja, cały czas. Pierwszy tydzień upłynął pod znakiem malowania mandali, czyli kolorowych, kropkowanych wzorków na kamieniach. Pomysł ten przywiozły ze sobą K. I. i K., a podłapały go M. i B.

W drugim tygodniu przyjechał B. z A. i K. z J., a także M. z dziewczynkami. Codziennie wieczorem chodziliśmy z psami na spacery, a później zasiadaliśmy przy ognisku, a właściwie przy naszej „gorącej pralce” i jedliśmy kiełbaski oraz drinkowaliśmy .

W trzecim tygodniu dojechała do nas  M. Przyjechał  także po raz drugi W. (pierwszy raz był, gdy ja byłem na Islandii). Zaczęły się też pojawiać grzyby, więc oprócz wieczornych spacerów i ognisk, przy których W. czasem grał na gitarze, prawie całe dnie spędzałem najpierw na zbieraniu grzybów a potem na ich obieraniu, nawlekaniu i suszeniu, w samodzielnie zrobionych z kartonów suszarniach grzybowych. Byłem też z M i dziewczynkami w parku linowym, który znajduje się w Jabłonce, niedaleko naszego pola. Dałem się namówić K. i L. na przejście całej trasy. Nigdy jeszcze nie byłem w parku linowym, a już od dawna chciałem się wybrać na jakiś, no i nadarzyła się świetna okazja. Było super, ale nie wiedziałem, że to jest takie męczące. Po przejściu całej trasy (wcale nie za długiej) byłem spocony bardziej niż po najcięższym meczu!

Po 21 sierpnia, jak co roku, na polu pozostało już niewiele osób. Czwarty tydzień upłynął mi na dalszym zbieraniu i suszeniu grzybów oraz, jak zwykle, na układaniu planu lekcji. 28 sierpnia spakowałem całe obozowisko i wróciłem do Warszawy. Podczas pakownia się pogoda na szczęście nam sprzyjała. Ostatnie dni pobytu to błękit nieba i upał, dzięki czemu pakowanie odbyło się na sucho i bez pośpiechu. Ostatni tydzień wakacji spędziłem już w Warszawie. Poprawiałem plan, miałem radę w szkole i katalogowałem podręczniki dla biblioteki.

A jutro już rozpoczęcie roku szkolnego. W tym roku, po kilku latach przerwy, znów mam wychowawstwo. Dostałem klasę 1a – podobno najlepszą. Czy to prawda to zobaczymy, ale prawie na pewno ostatnią klasę gimnazjalną! Wczoraj zaczęli wreszcie remont naszego boiska szkolnego. Za rok będzie nowe i piękne, tylko ciekawe jaką szkołą wtedy będziemy?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Hero

15 sie

Czasami są w życiu takie dni, że nie wiesz co napisać, co powiedzieć, co ze sobą zrobić… Masz w sobie tylko ogromną pustkę. Zastanawiasz się dlaczego, co poszło nie tak? I nie znajdujesz na te pytania żadnej rozsądnej odpowiedzi. I nie ma w tym niczyjej winy, pozostaje tylko beznadziejna bezradność i mokre chusteczki. Płaczesz jak dziecko, chcąc… no właśnie czego chcąc?

Dziś jest taki dzień…

Dziękuję Ci za te wszystkie wspaniałe chwile i przepraszam, bardzo przepraszam!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Islandia – dzień 11

26 lip

Ostatni dzień na Islandii. Poranek przywitał nas piękną pogodą. Prawie godzinna kąpiel w wannie z gorącą wodą była czystą przyjemnością. Pogoda była tak dobra, że dwa razy wchodziłem do fiordu i nie czułem po wyjściu zimna. Po kąpieli i śniadaniu ruszyliśmy na zwiedzanie ostatnich atrakcji. Ale za to jakich!

Najpierw pojechaliśmy do Þingvellir. Jest to obszar w południowo-zachodniej Islandii, położony kilkadziesiąt kilometrów na wschód od stolicy kraju Reykjawiku, na północnym brzegu największego islandzkiego jeziora Þingvallavatn. Miejsce to jest bardzo ważne dla historii Islandii, jako że właśnie tutaj, w 930 roku, po raz pierwszy zebrał się islandzki parlament Althing, który jest jedną z najstarszych instytucji parlamentarnych świata, która funkcjonuje do dziś. Althing obradował tutaj aż do końca XVIII wieku. W tym samym miejscu ogłoszono pełną niepodległość Republiki Islandii w dniu 17 czerwca 1944.

Obszar ten jest również bardzo interesujący ze względu na budowę geologiczną. Znajduje się on bowiem w miejscu, gdzie stykają się płyty tektoniczne eurazjatycka i północnoamerykańska. Stąd też obserwuje się tu znaczącą aktywność sejsmiczną i wulkaniczną. Powierzchnia ziemi poprzecinana jest licznymi szczelinami, wśród których największa tworzy głęboki wąwóz Almannagjá. W 1928 utworzono na tym obszarze park narodowy, który w 2004 został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Poza zrobieniem sobie zdjęć na symbolicznej szczelinie, stojąc okrakiem pomiędzy dwiema płytami kontynentalnymi, przeszliśmy się wzdłuż wąwozu Almannagjá do wodospadu Öxarárfoss, po czym wróciliśmy na parking.

Drugim punktem dzisiejszego dnia była dolina Haukadalur, z polem geotermalnym o nazwie Geysir, na którym znajdują się dwa najbardziej znane islandzkie gejzery, oraz można zaobserwować kilka innych ciekawych zjawisk związanych z gorącymi źródłami. Geysir wyrzucał wodę na wysokość 80 metrów od XIV wieku do lat 60. XX wieku. Obecnie jest już nieaktywny, choć nieregularnie wyrzuca jeszcze wodę na kilka metrów w górę. Natomiast Strokkur to największy czynny gejzer Islandii. Wybucha co 5-10 minut. Wyrzuca słup wody na wysokość 30 metrów. Na terenie tego samego pola geotermalnego znajdują się także mniejsze źródła geotermalne – Smiður i Litli-Strokkur.

Niestety gdy podjechaliśmy na parking to zaczął padać deszcz i gejzery oglądaliśmy w niezbyt komfortowych warunkach. Obejrzeliśmy kilka wybuchów gejzeru Strokkur, obeszliśmy pozostałe ciekawe miejsca na polu geotermalnym, porobiliśmy zdjęcia i pojechaliśmy na wodospad Gullfoss. Jest on chyba najbardziej znanym i najczęściej odwiedzanym wodospadem na Islandii. Leży na rzece Hvítá. Składa się z dwóch kaskad. Pierwsza mierzy 11 metrów, druga, położona pod kątem w stosunku do pierwszej, ma wysokość 21 metrów. W każdej sekundzie przepływa przez niego 400 metrów sześciennych wody.

Na początku XX wieku Gullfoss miał być przekształcony w hydroelektrownię, jednak plany zarzucono. Według jednej wersji przyczyniły się do tego protesty mieszkańców, według drugiej brak funduszy. Wokół wodospadu utworzono park narodowy. Wodospad jest faktycznie imponujący. Szkoda tylko, że znów musieliśmy oglądać go przy padającym deszczu.

W drodze na lotnisko w Keflaviku zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę w Selfoss przy „winbudzie” – oczywiście ekipa chciała zrobić ostanie zakupy alkoholowe. Potem pozostała nam już tylko droga na lotnisko po obrzeżach Rejkiawiku, nad którym unosiły się złowrogie, czarne chmury, zdanie samochodów, nadanie bagażów i odlot do Gdańska.

W Gdańsku byliśmy już we wtorek, przed 3 rano. Po pożegnaniach, odwiezieniu części ekipy na dworzec kolejowy i zatankowaniu benzyny ruszyliśmy w drogę powrotną do Warszawy. Jechaliśmy tym razem krajową „siódemką”, która w wielu miejscach przebudowywana jest na drogę expresową i ruch odbywał się miejscami bardzo wolno. Ponadto na szerokości całych Żuław Wiślanych była gęsta mgła, a po drodze musiałem się jeszcze półtorej godzinki zdrzemnąć. Jeśli dodać jeszcze 2 postoje na McDonaldzie i KFC, to nie dziwne, że w domu byliśmy dopiero około południa.

Tak oto skończyła się nasza podróż do Islandii. Polecam każdemu jej odwiedzenie, bo jest naprawdę przepiękna i wyjątkowa!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, Podróże